Trzynasta, której zabrakło. Kobieta, Księżyc i porządek zbudowany na dwunastu

Trzynastka powraca w miejscach, w których pozornie nie powinno jej być. W ruchu Księżyca. W rytmie kobiecego ciała. W kalendarzu, który mógłby mieć trzynaście równych miesięcy, ale zatrzymuje się na dwunastu.

Czy to tylko matematyczna zbieżność? Dlaczego październik nosi w nazwie ósemkę, a grudzień dziesiątkę? Dlaczego na drodze Słońca znajduje się Wężownik, choć astrologiczny krąg pozostaje zamknięty na dwunastu znakach?

A potem pojawia się Maria Magdalena. Nieobecna na oficjalnej liście Dwunastu, a jednak pierwsza przy pustym grobie i pierwsza niosąca im wiadomość o zmartwychwstaniu. Zna słowa Jezusa, których nie słyszeli pozostali, i zostaje przedstawiona jako uczennica szczególnie Mu bliska.

Czy trzynasta przez cały czas stała tuż obok, tylko poza granicą systemu?

Każde z tych pytań można rozpatrywać osobno. Wtedy wszystko daje się wyjaśnić i bezpiecznie odłożyć na właściwą półkę. Kiedy jednak położyć je obok siebie, zaczynają układać się w jeden obraz. W jego środku znajduje się liczba 13. O jeden krok poza równym, zamkniętym porządkiem dwunastki.

Coraz trudniej traktować ją jak przypadkowy nadmiar. Wygląda raczej jak ślad innego sposobu liczenia czasu, bliższego Księżycowi, kobiecemu ciału i naturze, która nie zna równych rubryk. Ktoś kiedyś wybrał porządek, który dało się podzielić, nazwać i zamknąć. Poza jego granicą zostało to, co płynne, cielesne i cykliczne.

Została trzynasta.

Księżyc nie mieści się w równych rubrykach

Księżyc obiega Ziemię względem gwiazd w około 27,3 dnia. W ciągu roku wykonuje więc nieco ponad trzynaście takich okrążeń. Od nowiu do kolejnego nowiu mija dłużej, około 29,5 dnia, ponieważ w tym samym czasie Ziemia także przesuwa się wokół Słońca. Astronomia rozróżnia te dwa zegary. Oba odmawiają jednak posłuszeństwa kalendarzowi podzielonemu na dwanaście miesięcy.

Ten zegar nie tyka. Oddycha światłem.

Księżyc stał się symbolem kobiecości, ponieważ niesie powracający rytm, który nie rozwija się po prostej. Czas księżycowy nie maszeruje od punktu A do punktu B. Wraca do miejsca, które wygląda znajomo, choć nigdy nie jest dokładnie takie samo. Tak samo kobiecość nie mieści się w ciasnym obrazie łagodności, zmienności i tajemnicy. Jej głębszym znakiem jest zdolność przechodzenia przez kolejne fazy bez utraty własnego centrum.

Trzynaście cykli zapisanych w ciele

Przy kobiecym cyklu trwającym 28 dni w roku mieści się trzynaście pełnych cykli i zostaje jeden dzień. Każde kobiece ciało ma własne tempo, a cykle mogą być krótsze, dłuższe lub nieregularne. Siła tego obrazu jednak pozostaje. Trzynaście powrotów w ciągu roku odnajdujemy zarówno w ruchu Księżyca, jak i w dwudziestoośmiodniowym rytmie ciała.

Takie podobieństwo przez wieki musiało działać na wyobraźnię. Zanim czas zamknięto w zegarkach, tabelach i elektronicznych kalendarzach, obserwowano go w przyrodzie i we własnym ciele. Kobiety od zawsze znały przemianę nie jako zewnętrzną teorię, lecz jako wewnętrzne doświadczenie. Wiedziały, że po pełni przychodzi ubywanie, po krwi odnowa, po utracie możliwość początku.

Może właśnie dlatego kobiecość tak często łączono z Księżycem. Ten sam rytm przypominał, że życie nie zawsze podporządkowuje się liniom prostym. Mówił językiem przypływu i odpływu, obecności i wycofania, tworzenia i rozpadu.

W świecie zbudowanym na stałości taki rytm potrafi niepokoić.

Nie daje się zatrzymać w jednej formie. Nie obiecuje, że jutro wszystko pozostanie takie jak dziś. Kobiece ciało staje się w nim czymś więcej niż ciałem. Jest znakiem czasu, nad którym nie da się do końca zapanować.

Rok, w którym każdy miesiąc miałby 28 dni

Zastanawiam się, jak mogłoby to wyglądać.

Trzynaście miesięcy po 28 dni daje 364 dni.

Układ jest kusząco prosty. Każdy miesiąc miałby dokładnie cztery tygodnie, a te same daty wypadałyby zawsze w te same dni tygodnia.

Po zamknięciu trzynastego miesiąca pozostałby jeden dodatkowy dzień, a w roku przestępnym dwa. Można byłoby umieścić je poza zwykłym rytmem tygodni, jak dni przejścia między starym a nowym rokiem.

Powstawały projekty kalendarzy opartych na trzynastu równych miesiącach. Żaden nie wyparł systemu, którym posługujemy się dziś. Zwyciężyło przyzwyczajenie, interes państw, potrzeby handlu i ciągłość religijnego porządku.

Reforma czasu nigdy nie dotyczy wyłącznie rachuby dni. Kto ustala kalendarz, ten ustala rytm pracy, świąt i odpoczynku, a przez to także rytm życia całej wspólnoty i obieg pieniądza.

Idealny kobiecy kalendarz mógł nigdy nie istnieć w jednej, gotowej formie. Jego zarys jest jednak zapisany w liczbach i bez trudu daje się odtworzyć. Trzynaście miesięcy. W każdym cztery pełne tygodnie. Jeden dzień pozostający poza nimi. Trzynastka nie jest błędem matematyki. To możliwość, której nasz porządek nie przyjął.

I właśnie ta niewykorzystana możliwość wydaje mi się najbardziej intrygująca.

Październik i grudzień pamiętają dawny porządek?

Nazwy miesięcy przechowują ślady zmian lepiej niż niejeden kronikarz. October pochodzi od łacińskiego octo, czyli osiem, chociaż październik jest dziś dziesiątym miesiącem. December zawiera decem, czyli dziesięć, lecz zamyka nasz rok jako miesiąc dwunasty.

Historia zachowała konkretne wyjaśnienie tego przesunięcia. W dawnym rzymskim porządku rok zaczynał się w marcu, dlatego wrzesień, październik, listopad i grudzień zajmowały miejsca od siódmego do dziesiątego. Początek roku przesunięto, a stare nazwy pozostały.

Lubię jednak ten drobny zgrzyt. Otwieramy kalendarz i widzimy system, który sprawia wrażenie oczywistego, choć nosi w sobie ślady przesunięć, reform i decyzji. To, co dziś uznajemy za naturalny porządek czasu, wcale nie spadło z nieba. Zostało ułożone przez ludzi, poprawiane przez ludzi i podporządkowane potrzebom ludzi.

Skoro raz można było przesunąć początek roku, dodać miesiące i zachować nazwy niezgodne z ich miejscem, dlaczego tak trudno wyobrazić sobie, że kalendarz mógł wyglądać jeszcze inaczej?

Dwunastu mężczyzn i kobieta poza kręgiem

Dwunastka powraca w kulturze z niemal hipnotyczną regularnością. Mamy dwanaście miesięcy, dwanaście znaków zodiaku i dwanaście godzin na tarczy zegara. W tradycji chrześcijańskiej jest też Dwunastu Apostołów.

Kalendarz nie powstał według liczby apostołów. Te porządki łączy coś subtelniejszego niż wspólne pochodzenie. Upodobanie naszej kultury do zamykania całości w dwunastu częściach. Symbole potrafią powtarzać ten sam wybór, nawet jeśli historia nie prowadzi między nimi prostą linią.

W pobliżu zamkniętego kręgu Dwunastu stoi Maria Magdalena. Oficjalne listy jej nie wymieniają, ale kanoniczna opowieść powierza jej rolę, której nie otrzymał żaden z Dwunastu. Pozostaje przy śmierci Jezusa, przychodzi do grobu i jako pierwsza niesie wiadomość o zmartwychwstaniu. Późniejsza tradycja nazwie ją apostołką apostołów.

Apokryfy przesuwają ją jeszcze bliżej Jezusa. W Ewangelii Marii zna słowa Zbawiciela, których nie słyszeli pozostali. Piotr pyta z niepokojem, czy Jezus naprawdę wybrał kobietę i rozmawiał z nią bez ich wiedzy. Lewi odpowiada, że znał ją bardzo dobrze i kochał bardziej niż ich. Ewangelia Filipa nazywa ją towarzyszką Jezusa i również przedstawia jako kochaną bardziej niż pozostali uczniowie.

Nie są to drobne wzmianki. W tych tekstach Magdalena pamięta więcej, rozumie głębiej i otrzymuje dostęp do nauki, której nie poznali mężczyźni. Jej bliskość budzi ich opór. Dlatego w części współczesnych interpretacji wraca jako trzynasta apostołka. Nieobecna na oficjalnej liście Dwunastu, lecz stojąca bliżej Nauczyciela niż wielu tych, których imiona się na niej znalazły.

Te teksty nie muszą nazywać jej trzynastą wprost. Wystarczy zauważyć, gdzie ją sytuują. Poza zamkniętym kręgiem mężczyzn, a zarazem w samym centrum opowieści.

Może trzynasta nie zawsze jest kimś odrzuconym. Czasami jest kimś, dla kogo zamknięty układ po prostu nie przewidział miejsca.

Wężownik między Skorpionem a Strzelcem

Podobny niepokój pojawia się, gdy patrzę na zodiak. Astrologia dzieli drogę Słońca na dwanaście równych części po 30 stopni. Te części nazywamy znakami. Gwiazdozbiory na niebie nie są jednak równe i nie pokrywają się idealnie z astrologicznymi znakami.

Na drodze Słońca leży także Wężownik, gwiazdozbiór znajdujący się między Skorpionem a Strzelcem. Astronomicznie Słońce przez niego przechodzi. Astrologia zachodnia zachowała dwanaście znaków, ponieważ są one równymi, symbolicznymi odcinkami ekliptyki, a nie listą gwiazdozbiorów dotykających drogi Słońca.

Wężownik pozostaje więc poza zodiakalnym kręgiem, choć jest obecny na niebie. To drobna różnica między mapą a terytorium, ale właśnie w niej kryje się najciekawsza myśl. Każdy system wybiera, co pokaże. Zodiak wybrał dwanaście równych pól. Niebo zachowało trzynasty gwiazdozbiór na drodze Słońca.

Wężownik jest dla mnie właśnie takim słowem pozostawionym na marginesie.

Trzynastka przypomina o kobiecym porządku czasu

Najskuteczniejsze plany nie zawsze mają jednego autora. Powstają z setek decyzji podejmowanych w różnych epokach, a każda z nich wygląda rozsądnie, kiedy ogląda się ją osobno. Dopiero po wiekach widać kierunek, w którym wszystkie prowadziły.

To zestawienie działa jak lustro. Pokazuje, jak łatwo uznać wybrany przez kulturę system za jedyny możliwy, a wszystko poza nim potraktować jak nadmiar. Tymczasem właśnie na obrzeżach zostaje to, czego nie da się wygodnie podzielić: ciało, zmienność, intuicja, kobiecy głos.

Trzynastki nie trzeba było usuwać jednym ruchem. Wystarczyło przez wieki wybierać porządek, który lepiej służył instytucjom niż naturze. Taki, który łatwiej było zapisać, powtarzać i kontrolować. W takim świecie trzynasty element nie musi zostać zakazany. Wystarczy, że nie otrzyma własnego miejsca.

Patrzę na trzynastą. Im dłużej jej się przyglądam, tym wyraźniej widzę granice całej układanki. To, co miało pozostać na zewnątrz, zdradza nagle, jak zbudowano całość.

A jeśli liczba 13 nie jest tym, co nie pasuje do porządku, lecz śladem porządku, o którym mieliśmy zapomnieć?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *