Czy przedmioty mogą przenosić energię ludzi i miejsc? Historia lalki z Kamerunu

We śnie zawsze rozpoznaję ją od razu.

Mogę nie pamiętać, gdzie jestem i jak się tam znalazłam. Idę przez miejsce, które wygląda znajomo, dopóki nie próbuję znaleźć wyjścia. Za drzwiami jest następny pokój, podobny do poprzedniego. W każdym jest coś, co pamiętam z własnego domu, ale położone nie tam, gdzie powinno. A potem widzę ją. Małą twarz zwróconą w moją stronę, wyraźniejszą od wszystkiego wokół. Jak ostry fragment fotografii, na której poruszyli się wszyscy oprócz jednej osoby.

Nie podchodzi do mnie. Nie musi.

Jest w tym śnie z taką naturalnością, jakby przez cały czas na mnie czekała, a ja tylko spóźniłam się na spotkanie. Próbuję odwrócić głowę, lecz najpierw muszę sprawdzić, czy nadal patrzy. Ta krótka chwila rozciąga się tak bardzo, że zapominam o drzwiach.

Chociaż doskonale pamiętam, że się jej pozbyłam. Pamiętam ulgę, która przyszła później. Ona zachowuje się tak, jakby żadna z tych rzeczy nie miała znaczenia.

Budząc się, przez chwilę patrzę w stronę szafki, na której kiedyś stała. Nie poruszam jeszcze rękami. Leżę z dłonią zaciśniętą na brzegu kołdry, jakbym trzymała coś, czego nie mogę teraz wypuścić. Wiem przecież, że od dawna jej tam nie ma. Mimo to muszę ją zobaczyć. Dopiero wtedy wraca do mnie moja sypialnia, moje rzeczy i poranek, który nie powinien mieć nic wspólnego z przedmiotem przywiezionym kiedyś z Kamerunu.

Zastanawiasz się czasami, czy przedmioty mogą przenosić energię ludzi i miejsc? Czy rzecz, którą stawiasz w domu, przynosi wyłącznie swój kształt, kolor i zapach? A może razem z nią wchodzi coś jeszcze, czego nie da się zobaczyć podczas kupowania?

Kiedy wybierałam tę lalkę, nie zadawałam sobie takich pytań. Była piękna. Chciałam ją mieć.

Kupiłam ją, bo była piękna

Kupiłam ją od miejscowej kobiety w Bouba-Djara, wiosce w okolicach Figuil na północy Kamerunu. Była wykonana ręcznie i miała w sobie coś, czego nie znajduję w rzeczach powstających w tysiącach identycznych egzemplarzy. Drobne nierówności, własny wyraz twarzy, szczegóły, przy których czyjeś dłonie musiały zatrzymać się na dłużej. Jej oczy łapały światło szybciej niż reszta twarzy. Obracałam ją w dłoniach. Co chwilę wracałam wzrokiem do jej oczu, próbując uchwycić, co nadaje tej małej twarzy tak skupiony wyraz. Przyglądałam się jej z przyjemnością. Im dłużej patrzyłam, tym bardziej wydawało mi się, że właśnie ona powinna pojechać ze mną do domu.

Nie była wtedy straszna. Chcę to powiedzieć wyraźnie, bo łatwo opowiadać podobne historie tak, jakby niepokój istniał w nich od początku. Jakby sprzedająca kobieta musiała dziwnie się uśmiechnąć, a kupująca powinna była zauważyć coś ostrzegawczego. Ja pamiętam przede wszystkim zachwyt. Znalazłam rzecz, która wyróżniała się spośród innych i którą chciałam później oglądać we własnym domu.

Podczas podróży niektóre przedmioty wybieramy z myślą o powrocie. Już trzymając je w dłoni, wyobrażamy sobie, gdzie je postawimy. W tamtym miejscu nadal jesteśmy gośćmi, ale ta jedna rzecz ma należeć do nas. Ma przejechać całą drogę, przekroczyć granice i znaleźć swoje miejsce pośród tego, co dobrze znamy.

Tak właśnie myślałam o lalce. Była częścią podróży, którą mogłam zabrać ze sobą. Nie samym wspomnieniem, stopniowo tracącym wyrazistość, lecz czymś, na co później wystarczy spojrzeć, żeby przypomnieć sobie tamten czas.

Nie wiedziałam, kto ją wykonał. Kobieta, od której ją kupiłam, mogła być jedną z wielu osób, przez których ręce przeszła. Nie pytałam o całą drogę przedmiotu. Większość z nas tego nie robi. Pytamy o cenę, czasami o materiał i sposób wykonania. Chcemy wiedzieć, czy rzecz jest trwała, czy przetrwa podróż i czy zmieści się w bagażu.

Rzadziej przychodzi nam do głowy zapytać, z czym właściwie wrócimy do domu.

Wtedy nie widziałam żadnego powodu, żeby jej nie kupować. Podałam pieniądze, wzięłam lalkę i od tej chwili była moja. Tak przynajmniej rozumiałam tę prostą wymianę. Czyjeś ręce ją puściły, moje ją przyjęły. Historia zakupu miała początek i koniec. O historii samej lalki wiedziałam znacznie mniej.

Widziała wszystkich, a wszyscy widzieli ją

Przez całą drogę była przymocowana do mojego plecaka elastycznymi linkami, z twarzą zwróconą na zewnątrz. Nie schowałam jej między ubraniami. Była zbyt charakterystyczna, żeby traktować ją jak zwykły przedmiot podróżny, o którym przypomnę sobie dopiero przy rozpakowywaniu. Podobało mi się, że podróżuje razem ze mną, widoczna dla wszystkich.

Ludzie nieustannie zwracali na nią uwagę. Pytali, skąd pochodzi, przyglądali się jej twarzy, podziwiali wykonanie. Zdarzało się, że ktoś najpierw zauważał lalkę, a dopiero później mnie. Czułam wtedy przyjemność podobną do tej, którą daje znalezienie czegoś naprawdę wyjątkowego. Tylu ludzi potwierdzało własnym zainteresowaniem, że dobrze wybrałam.

Niektóre spojrzenia trwały jednak trochę dłużej, niż wymagał zwykły podziw. Znasz ten wzrok, w którym zachwyt zaczyna mieszać się z żalem, że piękna rzecz należy do kogoś innego? Uśmiech nie znika, nadal słychać pochwały, ale w spojrzeniu pojawia się coś trudniejszego do nazwania. Patrzy tak, jakby przeliczał cudzą przyjemność na własny brak.

Widziałam takie spojrzenia. Odczytywałam w nich zazdrość, chociaż nie potrafiłabym powiedzieć, co dokładnie myślały stojące przede mną osoby. Nie znałam ich. Spotykaliśmy się na chwilę i każde z nas szło dalej. Ja zabierałam plecak, a razem z nim rzecz, która przez kilka minut skupiała na sobie czyjąś uwagę.

Widziała wszystkich, a wszyscy widzieli ją.

Wtedy mogłam powiedzieć to z uśmiechem. Lalka, przypięta za mną, zwrócona ku światu, którego sama często już nie oglądałam. Ja patrzyłam przed siebie. Ona zostawała twarzą przy tych, których właśnie mijałyśmy. Na plecach niosłam drugą twarz, zawsze odsłoniętą, nigdy niewymagającą odpoczynku. Kiedy ja odwracałam głowę, żeby na coś spojrzeć, jej twarz nadal była zwrócona ku komuś, kto zatrzymał się za nami.

Z perspektywy czasu ten obraz nabrał dla mnie dziwnego znaczenia. Jakbyśmy odbywały tę samą podróż, ale każda przywoziła z niej inne spotkania. Moja pamięć wybierała. Jej oczy przez cały czas pozostawały otwarte.

Nie pamiętam wszystkich twarzy. Z wielu rozmów nie został mi żaden szczegół. Ludzie, którzy tak uważnie na nią patrzyli, rozpłynęli się w pozostałych wspomnieniach. Lalka została ze mną.

Czasami zastanawiam się, czy przedmiot może pamiętać nasze spojrzenia, kiedy my już o nim zapomnieliśmy. Czy każde spojrzenie znika w chwili, gdy ktoś odwraca głowę? A jeśli pozostawia ślad, co dzieje się z rzeczą oglądaną przez tylu obcych ludzi, z których każdy chce czegoś innego?

Ja chciałam zabrać do domu piękną pamiątkę. Nie zastanawiałam się, czy po drodze ktoś dołożył do niej własne pragnienie.

Pierwszej nocy poczułam, że nie jestem sama

Po powrocie postawiłam ją w sypialni. To wydawało się naturalne. Lubiłam ją i chciałam mieć na widoku. Podczas podróży była przy mnie, więc nie widziałam powodu, żeby teraz zamknąć ją w szafie albo odłożyć razem z rzeczami, których nie zdążyłam jeszcze uporządkować.

Pierwszej nocy pojawiło się wrażenie, że w pokoju jest ktoś jeszcze.

Nie usłyszałam kroków. Nic nie spadło i nic nie zmieniło miejsca. Lalka stała dokładnie tam, gdzie ją postawiłam. Kiedy na nią patrzyłam, widziałam ten sam przedmiot, który wcześniej wzbudzał zainteresowanie tylu osób. A jednak trudno było mi pozbyć się odczucia, że od chwili powrotu w sypialni zrobiło się ciaśniej.

Przecież nie zajmowała wiele miejsca. Bez trudu mogłam wziąć ją do ręki i przenieść. To była jedna z rzeczy w pokoju, pośród wielu innych. Mimo to właśnie jej obecność czułam również wtedy, gdy na nią nie patrzyłam.

Najtrudniejsze były oczy. Nieruchome, takie same jak wcześniej, a jednak tutaj ich spojrzenie wydawało mi się skierowane wprost na mnie. Po zgaszeniu lampki twarz traciła szczegóły. Usta znikały pierwsze. Potem policzki i brzegi głowy łączyły się z tłem, aż zostawały tylko dwa ciemniejsze punkty w miejscu, którego nie chciałam już oglądać, a od którego nadal nie umiałam odwrócić wzroku.

Na plecaku należały do podróży. Teraz patrzyły na mnie w sypialni. W miejscu, w którym chciałam zasypiać bez poczucia, że ktoś mnie obserwuje. Bez strachu, gdzie gaszę światło i zasypiam z pewnością, że nie muszę już przed nikim się osłaniać.

Przy niej nie potrafiłam odnaleźć tej pewności.

Wystarczyło, że spojrzałam w jej stronę, a pojawiało się wrażenie spotkania z czyimś wzrokiem. Kiedy odwracałam głowę, nadal wiedziałam, gdzie stoi. Nawet z zamkniętymi oczami potrafiłam umieścić ją w pokoju z dokładnością, której nie poświęcałam żadnemu innemu przedmiotowi.

Leżałam na boku, z twarzą zwróconą do okna, próbowałam oddychać równo, jakbym już spała. Po kilku oddechach zauważałam, że słucham przerw między nimi. Własny pokój wydawał się wtedy poczekalnią, w której druga osoba siedzi za naszymi plecami tak cicho, że zaczynamy czuć na karku każde jej niesłyszalne poruszenie.

Odwracałam się. Lalka była na swoim miejscu. Patrzyłam na nią dłużej, niż chciałam, a potem poprawiałam kołdrę i chowałam pod nią stopę, którą przed chwilą zostawiłam odkrytą. Robiłam to ostrożnie, żeby materiał nie zaszeleścił. Dopiero później przychodziła myśl, że przecież nie mam przed kim zachowywać ciszy.

Lalka niczego nie robiła. Jej obecność wystarczała.

Z kolejnymi nocami ten niepokój narastał. Nie przybywało zdarzeń, które mogłabym komuś opowiedzieć. Gdybym miała wymienić, co się właściwie wydarzyło, moja relacja wyglądałaby dziwnie ubogo. Przywiozłam lalkę. Postawiłam ją w sypialni. Stała tam. Właśnie to było najtrudniejsze do wyjaśnienia, bo wewnątrz tej zwyczajnej kolejności zaczęłam czuć coś zupełnie obcego.

Wyglądała tak, jakby mogła czekać bardzo długo

Nie potrafię powiedzieć, na co miałaby czekać. Gdybym nadała temu oczekiwaniu konkretny cel, stworzyłabym opowieść łatwiejszą do zakończenia. Można byłoby czegoś nie robić, czegoś jej odmówić albo usunąć określoną przyczynę. Tymczasem zostawało tylko wrażenie cierpliwości, która nie potrzebuje wyjaśnienia.

Ja musiałam wstawać, wychodzić i wracać. Miałam swój dzień, sprawy wymagające uwagi i godziny, które mijały zbyt szybko. Ona pozostawała na swoim miejscu. Zaczęłam odbierać ten bezruch tak, jakby czas miał dla nas zupełnie inne znaczenie. Mnie męczyła kolejna niespokojna noc. Ona mogła stać i patrzeć tak samo następnego wieczoru.

Coraz dłużej zajmowały mi drobne czynności przed snem. Jeszcze coś przekładałam, sprawdzałam, wracałam po rzecz, której wcale nie potrzebowałam przy łóżku. Dłoń zatrzymywała mi się na wyłączniku światła. W jasno oświetlonym pokoju twarz lalki miała granice, które można było objąć jednym spojrzeniem. Wiedziałam, co zostanie, kiedy nacisnę przycisk.

Przy niej nawet odwrócenie się plecami przestało być zwykłym ruchem. Czułam pomiędzy łopatkami to samo napięcie, które pojawia się, kiedy stoisz przy otwartych drzwiach i czekasz, aż ktoś za tobą wejdzie. Tyle że drzwi były zamknięte. A ja czekałam razem z nią, nie wiedząc, na co.

Najbardziej przeszkadzało mi to, że nie umiałam już spojrzeć na nią tak jak podczas kupowania. Nadal była piękna. Nie zmieniła się jej twarz ani żaden szczegół, który wcześniej przyciągnął moją uwagę. Patrzyłam na ten sam przedmiot, lecz nie potrafiłam odzyskać dawnego zachwytu. Jakby wraz z wejściem do sypialni odsłoniła się przede mną strona, której nie widziałam w podróży.

Czy miejsce może tak wiele zmienić? Rzecz oglądana pośród ludzi, ruchu i obcych krajobrazów ma wokół siebie cały świat. W domu zostaje z nami, kiedy wszystko inne cichnie. Dopiero wtedy zauważamy, ile uwagi zajmuje. Czy wcześniej była inna, czy po prostu nie miałyśmy warunków, żeby naprawdę zostać ze sobą same?

Wracałam myślami do drogi. Do ludzi, którzy zatrzymywali wzrok na jej twarzy. Zastanawiałam się, dlaczego tam ich zainteresowanie sprawiało mi przyjemność, a tutaj jej spojrzenie odbierało mi spokój. W obu sytuacjach chodziło przecież o tę samą lalkę.

Zmieniło się tylko to, po której stronie spojrzenia się znajdowałam.

Wcześniej z dumą pokazywałam ją światu. Teraz miałam wrażenie, że w moim własnym pokoju coś przygląda się mnie. Nie znałam tego czegoś. Nie wiedziałam, co widzi i czy w ogóle potrzebuje, żebym wiedziała o jego obecności.

Czy przedmiot zaczyna nowe życie, kiedy staje się nasz?

Zwykle myślimy o przedmiotach od momentu, w którym do nas trafiły. To mój pierścionek, moja szafa, moja pamiątka. Własność łatwo pomylić z początkiem. Jakby wraz z zapłatą poprzednie rozdziały przestawały mieć znaczenie, a rzecz otrzymywała nową historię, napisaną już wyłącznie przez nas.

Tymczasem dotykamy czegoś, czego ktoś dotykał wcześniej. Oglądamy twarz ukształtowaną przez dłonie osoby, której nie znamy. Stawiamy w domu przedmiot, który mógł znajdować się w miejscach, do których nigdy nie trafimy. Znamy jego ostatni przystanek przed naszym życiem. Reszta pozostaje poza zasięgiem.

Pamiątki po bliskich traktujemy inaczej. Obrączka po matce potrafi być dla kogoś czymś, z czym nie rozstaje się przez lata. Nosi ją blisko ciała, dotyka, kiedy robi się trudno. Zwykły sweter zachowuje znaczenie długo po tym, jak zniknie z niego znajomy zapach. Przyciskamy go do twarzy, chociaż wiemy, że bliskiej osoby już nie ma.

Trudniej przyjąć myśl, że rzecz może przynieść obecność kogoś obcego. Energię kogoś, za kim nie tęsknimy, kogo nigdy nie chcieliśmy spotkać i o kim nie wiemy nawet tyle, żeby rozpoznać jego ślad.

Jeśli rzeczy zatrzymują coś z ludzkiego życia, dlaczego miałyby wybierać wyłącznie czułość? Co zostaje w przedmiocie wykonanym w gniewie, noszonym podczas rozpaczy albo trzymanym przez osobę, która bardzo czegoś pragnęła? Czy nowy właściciel musi znać tę historię, żeby coś z niej poczuć?

Nie znałam przeszłości swojej lalki. I właśnie ten brak zaczął zajmować mnie coraz mocniej. Widziałam jej twarz, ale nie widziałam dłoni, które były przy niej wcześniej. Pamiętałam kobietę sprzedającą pamiątkę, lecz nie wiedziałam, skąd lalka trafiła do niej.

Zapłaciłam za przedmiot. Nie poznałam tego, co było przedtem.

Nie chodzi mi wyłącznie o dawnego właściciela. Myślę również o miejscach. O pokoju, w którym coś wykonano. O domu, w którym stało. O zdarzeniu, przy którym ktoś ściskał tę rzecz w dłoni tak mocno, że później bolały go palce. Z zewnątrz mogło nie zostać nic. Żadnego śladu, zadrapania ani plamy, którą kupujący zauważyłby przed podjęciem decyzji.

Czy rzeczywiście wszystko, czego nie widać na powierzchni, musi pozostawać bez śladu?

Ludzie odsyłają kamienie, a do lalek piszą listy

Kiedy myślę o przedmiotach przywożonych z daleka, wracają do mnie przesyłki wysyłane na Hawaje. Ludzie odsyłają kamienie, piasek i muszle, które wcześniej zabrali ze sobą. W Hawaiʻi Volcanoes National Park zachowano listy, w których nadawcy wiązali swoje niepowodzenia z zabranymi rzeczami i przepraszali Pele.

Najmocniej działa na mnie sam ruch powrotny. Ktoś najpierw chce mieć fragment odległego miejsca przy sobie. Zabiera go do własnego domu, pokazuje, ustawia na widoku. Później pakuje ten sam przedmiot i wysyła go przez ocean, licząc, że wraz z nim odejdzie również to, czego w swoim życiu nie chciał.

Moja lalka została kupiona. Nie zabrałam jej ukradkiem. A jednak rozumiem, dlaczego ktoś nagle chce mieć taką pamiątkę jak najdalej od siebie.

W historii lalki Roberta, przechowywanej przez muzeum w Key West, zatrzymują mnie natomiast listy od odwiedzających. Do muzeum przychodzą przeprosiny kierowane do lalki już po spotkaniu z nią. Ludzie wracają do swoich spraw, a później siadają i piszą do przedmiotu.

Jak mocno trzeba zapamiętać spojrzenie lalki, żeby po powrocie do domu nadal czuć potrzebę napisania do niej listu? Żeby po opuszczeniu muzeum nadal uważać, że sprawa między lalką pozostaje otwarta?

Nie potrzebuję wszystkich opowieści o tym, co Robert miał zrobić. Wystarcza mi obraz osoby pochylonej nad kartką. Gdzieś daleko stoi rzecz, która nie przeczyta listu w taki sposób jak człowiek. Mimo to ktoś szuka słów, które mają do niej dotrzeć. Chce coś odwołać, zakończyć, odzyskać własny spokój.

Przy takich historiach pytanie o energię przedmiotów przestaje być dla mnie odległe. Widzę w nich bardzo znajomą potrzebę. Pragnienie, żeby energia przedmiotu znowu znalazła się poza naszym życiem, nawet jeśli wcześniej sami zrobiliśmy dla niej miejsce.

Ile z nas zostaje w rzeczy, którą sami wykonaliśmy?

Przedmioty mają swoją energię. Te wykonane ręcznie zachowują szczególnie dużo energii swoich twórców. Przez wiele godzin pozostają w jego dłoniach, blisko twarzy i oddechu. Towarzyszą mu przy kolejnych myślach, wspomnieniach i uczuciach. Kiedy praca się kończy, zabierają ze sobą.

Przy rękodziele chętnie mówimy o sercu włożonym w wykonanie. Rozpoznajemy czułość w czymś zrobionym dla dziecka, oddanie w prezencie przygotowywanym dla ukochanej osoby. Sama również czuję różnicę między rzeczą wykonaną z przyjemnością a taką, przy której ktoś od początku zaciskał zęby. W przedmiocie zostaje także to, czego jego twórca najchętniej pozbyłby się z własnego życia.

Lalka wymaga wyjątkowej bliskości. Kobieta, która ją robi, stopniowo nadaje jej ludzką postać. Wykańcza twarz, poprawia usta i oczy, wielokrotnie przybliża je do siebie, żeby sprawdzić szczegóły. Przez jakiś czas te dwie twarze znajdują się naprzeciwko siebie. Jedna zmienia wyraz pod wpływem myśli. Druga dopiero go otrzymuje.

Zanim poczułam na sobie wzrok lalki, ktoś inny długo w niego patrzył.

Nie wiem, co przeżyła kobieta, która wykonała moją lalkę. Mogła tworzyć ją z przyjemnością, ale mogła również siadać do pracy z ciężarem, którego nie potrafiła od siebie odsunąć. W Kamerunie wiele kobiet mierzy się z przemocą fizyczną, seksualną i psychiczną, a bieda oraz odpowiedzialność za rodzinę utrudniają im wydostanie się z krzywdzących warunków. Myśląc o twórczyni, biorę pod uwagę także takie życie.

Ja przyjechałam tam z możliwością powrotu do bezpiecznego domu w Polsce. Mogłam kupić pamiątkę, spakować plecak i wyjechać. Patrzyłam na obcy kraj z pozycji kogoś, kto za pewien czas wyjedzie. Dopiero później zaczęłam myśleć o tym, jak wiele zmienia świadomość, że ma się dokąd wrócić.

Z własnego domu łatwo przeoczyć ciężar codzienności, której nigdy nie trzeba było przeżyć. Przeczytać o przemocy, stracie i bezradności, a potem zamknąć artykuł. Kobieta, której to dotyczy, nie może w ten sam sposób zakończyć dnia. Nadal musi zdobyć jedzenie, utrzymać rodzinę i znaleźć w sobie siłę do pracy. Jej dłonie mają być sprawne również wtedy, gdy ona sama nie ma już siły.

W takich dłoniach także powstają piękne rzeczy.

Kupując lalkę, oglądałam staranne wykonanie. Nie znałam warunków, w których nabierała kształtu. Nie wiedziałam, czy kobieta pracująca nad jej twarzą była spokojna, czy wracała myślami do czegoś, co od dawna odbierało jej sen. Ukończony przedmiot nie nosił żadnej informacji, która pozwoliłaby mi to odczytać.

Energia twórczyni pozostała jednak przy jej pracy. Czułość zostawia inny ślad niż rozpacz. Inną energię zostawiamy w rzeczy tworzonej z radością, a inną wtedy, gdy pracujemy, próbując przetrwać. Gotowa rzecz zachowuje ten ślad, nawet jeśli później zachwyca osobę nieznającą jej początku.

Dlatego uroda lalki nie uspokaja mnie już tak jak wtedy na targu. Jej twarz była piękna od pierwszego spotkania. Ciężar poczułam dopiero później, kiedy znalazłyśmy się same w mojej sypialni.

Nie poznałam historii kobiety, która ją wykonała. Poczułam energię przedmiotu, który wyszedł z jej dłoni.

A jeśli lalka miała wyjechać pierwsza?

Kiedy myślę o różnicy między moim wyjazdem a jej pozostaniem, wraca do mnie jeszcze jedna możliwość. Lalka mogła powstawać z pragnieniem opuszczenia tamtego miejsca. Z myślą powtarzaną przy każdym szczególe, aż stała się częścią wykonywanej rzeczy.

Kobieta, która ją tworzyła, mogła bardzo chcieć znaleźć się gdzie indziej. Nie musiała znać nazwy kraju ani wyobrażać sobie konkretnego domu. Wystarczyło pragnienie życia, w którym nie będzie już tego, co każdego dnia ją przygniatało. Tak silne, że wracało również wtedy, kiedy próbowała skupić się na pracy.

Ręcznie wykonany przedmiot zatrzymuje również intencję. Jeżeli przez kolejne godziny towarzyszy mu ta sama myśl, niesie ją potem ze sobą. Zmiana właściciela nie usuwa tego, z czym powstawał.

Wyobrażam sobie, że dla takiej kobiety oddanie lalki w obce ręce mogło być początkiem własnego wyjścia. Najpierw świat miał zobaczyć przedmiot, w którym zostawiła część siebie. Lalka mogła przejechać drogę, na którą jej samej nie było jeszcze stać, przekroczyć granice i dotrzeć do odległego domu.

Potem ona miałaby podążyć za nią.

Przy tej myśli przypominam sobie, jak starannie zabezpieczyłam lalkę na plecaku. Pilnowałam jej podczas podróży, przywiozłam do Polski i znalazłam dla niej miejsce blisko łóżka. Wszystko, czego sama chciałam dla swojej pamiątki, mogło jednocześnie odpowiadać pragnieniu kogoś, kto wysłał ją w świat.

Ja wracałam do domu. Lalka dopiero do niego przybywała.

Nie znam zamiaru kobiety, która wykonała moją lalkę. Nie wiem, czy w ogóle myślała o jej dalszej drodze. Wiem jednak, że przyjęłam do domu znacznie więcej niż samą pracę jej rąk. Energia, którą odczuwałam później w sypialni, miała swój początek poza moim życiem.

To właśnie dlatego była tak obca. Nie rozpoznawałam w niej własnego wspomnienia, tęsknoty ani żalu. Czułam ciężar, którego wcześniej w tym pokoju nie było.

A lalka stała cierpliwie z twarzą zwróconą ku łóżku, jakby znalazła już miejsce, do którego miała dotrzeć.

Wyniosłam ją i odzyskałam spokój

Wyniosłam lalkę z domu i wrzuciłam do pojemnika na używaną odzież. Dzisiaj tego żałuję, ale wtedy nie widziałam innego rozwiązania. Nie potrafiłam poradzić sobie z jej energią.

Jeszcze przez chwilę trzymałam ją nad otworem. W świetle dnia dobrze widziałam szczegóły, którym tak uważnie przyglądałam się przy kupowaniu. Nadal potrafiłam dostrzec, ile pracy wymagała ta mała postać. Nie chciałam już jednak obracać jej ku sobie.

Trzymałam ją tak, żeby patrzyła w stronę pojemnika.

Dopiero wtedy zauważyłam, jak mocno zaciskam palce. Rozluźniłam je i pozwoliłam jej zniknąć. Przez chwilę nadal miałam rękę wyciągniętą przed siebie, chociaż niczego już nie trzymałam. Potem cofnęłam dłoń, poprawiłam torbę i ruszyłam do domu.

Nie próbowałam niczego odwoływać. Chciałam zakończyć obecność tej rzeczy w moim otoczeniu. Jej energia była ciężka i zbyt wyraźnie wpływała na sposób, w jaki czułam się we własnej sypialni.

Ulga przyszła niemal natychmiast.

Szafka znowu była zwykłą szafką. Mogłam spojrzeć w tamtą stronę i od razu wrócić do tego, co robiłam, bez zatrzymywania wzroku przy małej twarzy. Wieczorem położyłam się, odwróciłam do okna i dopiero po chwili zauważyłam, że wcześniej nie sprawdziłam pokoju.

Mogłam zasnąć bez pilnowania tego, co znajdowało się za moimi plecami.

Pamiętam tę różnicę równie wyraźnie jak wcześniejsze noce. Przed wyniesieniem lalki nawet pod kołdrą pozostawałam czujna. Znałam jej położenie z dokładnością, której nie poświęcałam żadnej innej rzeczy. Po jej wyniesieniu przestałam odruchowo oglądać się w stronę szafki.

Właśnie tak odczułam odejście jej energii z pokoju. W zwyczajnych ruchach, które znowu mogłam wykonywać bez namysłu. W dłoni, która naciskała wyłącznik światła i nie zatrzymywała się na nim o sekundę za długo.

Nie wiem, co później stało się z lalką. Czy ktoś wziął ją do ręki, zachwycił się wykonaniem i znalazł dla niej miejsce we własnym domu? Czy gdzieś nadal stoi z oczami skierowanymi w stronę łóżka albo okna?

Gdy przypominam sobie dzień zakupu, wraca do mnie chwila, w której kobieta podała mi ją do moich rąk. Wtedy myślałam tylko o tym, że odtąd lalka należy do mnie. Dzisiaj zastanawiam się również, co tamta kobieta poczuła, kiedy odchodziłam.

Ja po rozstaniu z lalką poczułam ulgę. Przez pewien czas sądziłam, że na tym zakończy się nasza wspólna historia. Ale to nie jest jeszcze koniec…

Dlaczego wciąż wraca do mnie we śnie?

Od czasu do czasu znowu ją spotykam. Nie szukam jej, nie wiem, gdzie się znajduje, a jednak we śnie rozpoznaję ją bez najmniejszego wahania. Najpierw pojawia się znajomy kształt. Dopiero później przypominam sobie Kamerun, plecak i miejsce na szafce.

Leżę przez chwilę bez ruchu i patrzę w stronę szafki. Muszę zobaczyć puste miejsce, rozpoznać ubranie pozostawione na krześle i torbę stojącą przy podłodze. Dopiero wtedy pokój odzyskuje znajomy wygląd, a ja zauważam, że przez cały czas trzymałam kołdrę zaciśniętą w dłoni.

Nie umiem zakwestionować tego, co odczuwałam przy lalce. Przedmioty przenoszą energię, a jej obecność poznałam wystarczająco dobrze. Zastanawia mnie natomiast, ile z tej energii pozostało przy mnie, zanim zdecydowałam się wynieść ją z domu.

Przez kolejne noce zasypiałam w jej pobliżu. Oddychałam w tym samym pokoju, odwracałam głowę od jej twarzy i próbowałam nie sprawdzać, czy nadal mam wrażenie, że patrzy. Dzisiaj jej już tam nie ma. A mimo to w pewne noce wraca jednak wraca…

Najbardziej intryguje mnie miejsce, w którym widzę ją we śnie. Pokoje przypominają moje, ale nigdy nie są do końca znajome. Rzeczy stoją tam, gdzie nie powinny. Drzwi prowadzą dalej, chociaż spodziewałam się za nimi czegoś innego.

Lalka od początku jest na swoim miejscu.

Dawniej myślałam o tych snach wyłącznie jako o jej powrotach. Teraz czasami budzę się z myślą, przy której przez chwilę nie chcę ponownie zamknąć oczu.

A jeśli to ja trafiam tam, gdzie ona na mnie czeka?

Nie znam kobiety, która dała jej życie. Nie wiem, z czym się zmagała. Znam jedynie drogę, którą przebyłam z lalką. Przywiozłam ją do domu, zrobiłam dla niej miejsce, a później musiałam ją stamtąd pożegnać.

Zastanawiam się, czy dla jej twórczyni ta podróż również miała jakieś znaczenie. Czy wraz z własnoręcznie zrobionym przedmiotem oddaliła się część ciężaru, który dotąd nosiła przy sobie? Czy wyjechało z nim pragnienie innego życia, tak silne, że nadal szuka swojego spełnienia?

W pokoju po wyniesieniu lalki odzyskałam spokój. We śnie nadal spotykam tę samą niewielką towarzyszkę podróży.

A skoro dawno zniknęła z mojej sypialni, dlaczego wciąż potrafi odnaleźć mnie we śnie?

2 komentarze

  1. Zastanawiam się czy gdyby stała w kuchni między innymi pamiątkami też by tak było. W sypialni jednak człowiek inaczej odbiera wszystko , leży i patrzy bo już nic innego nie robi. Nie wiem. Ja nawet lustra naprzeciw łóżka nie lubię mieć

  2. mialam podobnie z obrazkiem kupionym na starociach. zadne tam duchy nie wychodzily tylko nie moglam przy nim wysiedziec w pokoju. maz sie smial dopoki nie powiedzialam zeby powiesil go przy swoim biurku. nie chcial

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *