Niektóre zdania kończą się wraz z kłótnią. Inne zostają na lata. Ktoś wypowiedział złorzeczenie, odszedł i dawno zapomniał o własnym gniewie. Osoba, do której mówił, nadal pamięta każde słowo. A kiedy kolejne sprawy zaczynają się rozpadać, pytanie, czy klątwa istnieje, nabiera zupełnie innego ciężaru.
Klątwa to złorzeczenie lub obrzęd mający sprowadzić nieszczęście na drugiego człowieka. W dawnych wierzeniach mogła odebrać szczęście, naznaczyć rodzinę albo przywołać karę za wyrządzoną krzywdę. Tam, gdzie wierzono w jej moc, szukano również sposobów, by ją odwrócić przez błogosławieństwo, modlitwę lub odczynienie.
Wierzę w klątwy. Chcę jednak przyjrzeć się temu tematowi z kilku stron. Co udało się sprawdzić w badaniach? Co zachowały polskie i słowiańskie opowieści? I dlaczego sama nie potrafię zamknąć tej sprawy razem z książką o dawnych wierzeniach?
Zacznę od nauki, potem sięgnę do przekazów, a na końcu opowiem, co w tym wszystkim najbardziej mnie porusza.
Spis treści
Co mówi nauka o klątwach?
Nauka przygląda się przede wszystkim temu, co można zaobserwować i porównać. W przypadku klątw oznacza to choćby pytanie, czy zapowiedź cierpienia zmienia reakcję ciała albo czy osoby objęte słynnym przekleństwem rzeczywiście umierały wcześniej. Za tymi pytaniami stoją konkretne badania.
Czy złe słowa mogą nasilić ból?
Fabrizio Benedetti i jego zespół przeprowadzili eksperyment z udziałem zdrowych ochotników. Opaską uciskową wywoływali ból ramienia, a uczestnikom sugerowali, że będzie on silniejszy. Sprawdzali następnie, jak bardzo boli i jak reaguje organizm.
Po negatywnej sugestii uczestnicy odczuwali większy ból. We krwi rosło też stężenie badanych hormonów związanych z reakcją na stres. Słowa zapowiadające pogorszenie znalazły więc odbicie zarówno w samopoczuciu, jak i w pracy ciała.
Tak działa efekt nocebo. Oczekiwanie czegoś złego może nasilić dolegliwości. Sama zapowiedź cierpienia potrafi sprawić, że odczuwamy je silniej.
Nocebo to więcej niż jeden eksperyment
Branka Bagarić i współautorki zebrały wyniki kilkudziesięciu eksperymentów, w których łącznie uczestniczyło ponad dwa tysiące osób. Chciały sprawdzić, jak negatywne oczekiwania i skojarzenia wyuczone przez wcześniejsze doświadczenia wpływają na odczuwane dolegliwości.
Badania dotyczyły między innymi bólu, nudności i swędzenia. W różnych eksperymentach udawało się wywołać lub nasilić nieprzyjemne odczucia. Zapowiedź pogorszenia może mieć odczuwalne skutki. To jeden z powodów, dla których nauka interesuje się mocą sugestii.
W rozmowie o klątwach ten wynik ma duże znaczenie, bo pozwala zrozumieć, jak złorzeczenie może działać na osobę, która je usłyszała i uwierzyła w jego siłę.
Co sprawdzono w historii klątwy Tutanchamona?
Legenda o klątwie Tutanchamona rosła wokół śmierci osób związanych z odkryciem grobowca. Mark R. Nelson postanowił przyjrzeć się ich losom szerzej. Sięgnął do historycznych zapisów i porównał długość życia osób uczestniczących w wydarzeniach przy grobowcu z życiem pozostałych osób z wybranej grupy.
W tej analizie nie wykazał, że udział w wydarzeniach przy grobowcu wiązał się z wcześniejszą śmiercią. Historia wyglądała więc inaczej, gdy obok głośnych zgonów znalazły się również życiorysy ludzi, którzy żyli jeszcze przez wiele lat.
Te badania pokazują, jak reagujemy na zapowiedź nieszczęścia i co ujawnia porównanie losów osób objętych legendą.
W dawnych wierzeniach pytano również o to, kto może przekląć, jak daleko sięgają jego słowa i co trzeba zrobić, żeby odwrócić ich działanie.
Co mówi folklor? Klątwa jako słowo, które zmienia los
W dawnym rozumieniu wypowiedzieć klątwę znaczyło coś zrobić. Słowo miało sprowadzić stratę, odebrać spokój, rozdzielić bliskich albo wymierzyć karę. Osoba wypowiadała życzenie, a jego wykonanie powierzała siłom większym od siebie.
Klątwa i urok nie zawsze oznaczały to samo. Urok wiązano często ze spojrzeniem, zazdrością, niekiedy także ze szkodą wyrządzoną nieświadomie. W klątwie wyraźniej słychać zamiar, bo ktoś wskazuje osobę i życzy jej określonego nieszczęścia. Może to zrobić w obrzędzie, ale również jednym zdaniem wypowiedzianym w gniewie.
Klątwy dawnych ludów od rzymskich tabliczek do słowiańskiej przysięgi
W angielskim Bath zachowały się rzymskie tabliczki z prośbami kierowanymi do Sulis Minerwy. Na jednej z nich osoba o imieniu Docimedis skarży się na kradzież przedmiotów odczytywanych jako rękawiczki. Życzy złodziejowi utraty rozumu i wzroku.
Nie zna nazwiska sprawcy. Wystarczy mu to, co tamten zrobił. Bogini ma odnaleźć winnego i wymierzyć karę zapisaną na tabliczce. Uderza mnie, jak szybko zwykła kradzież przeradza się tutaj w życzenie utraty zdrowia.
Podobne przekonanie o mocy słowa odnajdujemy w dziejach dawnych Słowian. W przekazie o traktacie Rusi z Bizancjum z 971 roku przywołano Peruna i Wołosa, czyli Welesa. Złamanie przysięgi miało sprowadzić przekleństwo bogów i śmierć od własnej broni.
Można było zatem przekląć także samego siebie, przyjmując karę na wypadek niedotrzymania słowa. Przysięgający oddawał własny los pod opiekę i osąd bóstwa. Obietnica miała moc właśnie dlatego, że jej złamanie mogło kosztować tak wiele.
Polska magia słowa, czyli kto przeklina i dlaczego?
Anna Engelking, autorka książki Klątwa. Rzecz o ludowej magii słowa, badała przekonania związane z błogosławieństwami, przekleństwami i przysięgami. W opisywanym przez nią świecie słowo mogło wywołać rzeczywiste następstwa. Znaczenie miało, kto mówi, do kogo i z jakiego powodu.
W słowie bodaj zachował się ślad formuły Bóg daj. Kiedy używano go w złorzeczeniu, powierzano wyższej sile wykonanie życzenia. Wypowiadano słowa z przekonaniem, że się spełnią. Podobnie rozumiano błogosławieństwo jako słowo zdolne przynieść dobro.
W wierzeniach analizowanych przez Engelking niesprawiedliwa klątwa wracała do tego, kto ją rzucił. Nad przeklinającym stała bowiem wyższa sprawiedliwość. Jeśli złorzeczył niewinnemu, sam mógł ponieść następstwa własnych słów. Powrót klątwy do nadawcy miał więc swoje miejsce także w polskiej tradycji wczesnych Słowian.
Klątwa rodzicielska, gdy słowo matki zmienia życie dziecka
Olga Zadurska w Słowniku polskiej bajki ludowej opisuje klątwę rodzicielską jako karę, następstwo gniewu albo nieopatrznie wypowiedziane życzenie. W jednej z opowieści zapisanych przez Kolberga matka złorzeczy synom, aby odlecieli z ptakami. Traci ich na siedem lat.
W przekazie przywołanym za Antonim Siewińskim chłopiec przemieniony w kruka może odzyskać ludzką postać dzięki siostrze. Musi ona milczeć przez siedem lat, siedem miesięcy, siedem dni i siedem godzin. Jedno zdanie odebrało bratu dotychczasowe życie. Jego odzyskanie wymaga wieloletniej wytrwałości kogoś bliskiego.
Z kolei w zapisanym przez Federowskiego „Przekleństwie odwróconym” klątwa dosięga krawca, który doradzał przeklinającej matce. Opowieść prowadzi wypowiedziane zło z powrotem ku osobie uczestniczącej w jego powstaniu.
Rodzinne złorzeczenie w tych historiach trwa znacznie dłużej niż gniew. Matka kończy mówić, lecz los dziecka już się zmienił. Ktoś inny musi później znaleźć drogę powrotną. Ten motyw najbardziej zatrzymuje mnie przy dawnych opowieściach. Gniew już minął, a przekleństwo nadal się spełnia.
Czy klątwę można zdjąć albo odesłać do nadawcy?
Wiarę w klątwy od dawna łączono z wiarą w ich odwrócenie. Babiloński rytuał Maqlû zajmował całą noc. Jego słowa i wskazówki zapisano na glinianych tabliczkach. Obrzęd miał uwolnić osobę objętą czarami i skierować je z powrotem ku sprawcom.
Palono figurki reprezentujące tych, którym przypisywano rzucenie czarów. Później następowało oczyszczenie i powitanie wschodzącego słońca. Na końcu osoba uwalniana patrzyła na własne odbicie w czystej wodzie.
Zbiór znamy ze starożytnych źródeł, a część jego formuł ma jeszcze starsze świadectwa. Zdejmowanie klątwy miało w tej tradycji własny przebieg i własne zakończenie. Po nocnych obrzędach przychodził poranek, w którym osoba miała odzyskać ochronę i swoje życie.
Szeptuchy i modlitwa, sól i woda święcona
W polskiej tradycji regionalnej zachowały się zamawianie i odczynianie uroków. Ewelina Sadanowicz opisuje podlaskie szeptuchy w związku z ludowym lecznictwem i prawosławną religijnością. Są wśród nich głęboko wierzące, praktykujące kobiety, które modlą się i swoją działalność wiążą z działaniem Boga.
W relacjach ze spotkań pojawiają się sól, woda święcona oraz wskazówki, co zrobić i jakie słowa wypowiedzieć. Szeptuchom poświęcę osobny wpis, bo znam ten temat osobiście i mam o czym opowiedzieć. Tutaj zostanę przy tym, że obok słowa sprowadzającego nieszczęście istnieje słowo wypowiadane z wiarą, że nieszczęście można odwrócić.
I właśnie z tą myślą przechodzę od zapisanych historii do własnych przekonań. Co zostaje z dawnych klątw, kiedy odkładamy książki i patrzymy na dzisiejsze życie?
Wierzę w klątwy. Wierzę w los, który wraca do tych samych miejsc
Wierzę w klątwy. Złorzeczenie jest dla mnie intencją skierowaną w czyjeś życie. Ktoś życzy drugiemu człowiekowi straty, samotności, biedy. Chce, żeby zabrakło mu właśnie tego, na czym najbardziej mu zależy. Wypowiada słowa i wraca do swoich spraw. A ja nie uważam, że wraz z końcem tej wypowiedzi wszystko się kończy.
Największy ciężar klątwy jest w tym, jak długo potrafi trwać. Gniew mija szybko. Nadawca ochłonie, zajmie się czymś innym, po latach nawet nie przypomni sobie zdania, które wypowiedział.
Tymczasem człowiek, do którego je skierował, przeżywa kolejne podobne straty. Buduje coś od początku i znowu patrzy, jak to się rozpada. W takim powracającym losie widać wyraźnie jeden ze sposobów, w jaki klątwa może się ujawniać.
To właśnie łączy dla mnie dawne opowieści z dzisiejszym życiem. W opowieściach ludowych przemiana następuje od razu. Dziecko staje się ptakiem, rodzina zostaje rozdzielona.
W życiu nie zawsze dostajemy tak wyraźny obraz. Zostają kolejne lata, podobne zakończenia i coraz trudniejsza do zniesienia myśl, że znów jesteśmy w tym samym miejscu.
Siedem lat niepowodzeń to kawał życia
Jeżeli przez siedem lat nie wiedzie ci się w finansach, mimo kolejnych prób, uważam, że masz powód, żeby szukać przyczyn w rzuconej klątwie lub uroku. Siedem lat to kawał życia. W tym czasie można kilka razy zacząć od nowa, zdobyć doświadczenie, pójść inną drogą i nadal wracać do tej samej straty.
Wyobraź sobie taki ciąg zdarzeń. Najpierw przedsięwzięcie, które rozpada się tuż przed pierwszym większym zyskiem. Potem kolejne, zupełnie inne, kończące się podobnie. Pieniądze przychodzą i znikają, a każda chwila ulgi okazuje się krótka. Za każdym razem masz już za sobą poprzednią próbę, jej koszt i nadzieję, że tym razem będzie inaczej. Po latach trudno patrzeć na te zdarzenia osobno.
W takiej historii liczy się dla mnie to, co stale wraca. Zwłaszcza gdy odpowiada słowom, które ktoś kiedyś mógł do ciebie skierować. Życzenie biedy, utraty domu czy niemożności zatrzymania przy sobie czegokolwiek nabiera wtedy bolesnej dosłowności.
Dawne złorzeczenie przestaje być odległym życzeniem, kiedy rozpoznajesz jego treść w kolejnych rozdziałach własnego życia.
Nie chcę zbywać siedmiu lat stwierdzeniem, że to przypadek. To zbyt łatwa odpowiedź na czyjąś długą historię. Pojedynczy znaczący zbieg okoliczności zatrzymuje uwagę. Powtarzający się przez lata los wymaga już przyjrzenia się całej drodze, którą ktoś przeszedł.
Dla mnie temat klątwy zaczyna się właśnie tam, gdzie kolejne próby mają zaskakująco podobny koniec.
Dziecko dorasta, a słowa rodzica zostają
Najbardziej przejmują mnie klątwy rodzicielskie. W opowieści matka przeklina dzieci, a one odlatują z ptakami. Widać, co się stało i kogo zabrakło w domu. Chcę jednak pójść dalej i wyobrazić sobie dziecko, które po przekleństwie zostaje w domu, dorasta i ma własne plany. Co wtedy dzieje się z przekleństwem?
Jego następstwa widać także w dorosłym życiu. Złorzeczenie dotyczyło przecież przyszłej bliskości, powodzenia czy spokojnego domu. Przeklęte dziecko dorasta, próbuje to wszystko zbudować, lecz raz po raz coś traci.
Słowa rodzica mają szczególną wagę, bo padają wewnątrz więzi, która istnieje od początku życia. Matka nadaje imię, błogosławi, życzy dziecku dobra. Potrafi również przekląć. Dla mnie złorzeczenie płynące z tej bliskości jest szczególnie ciężkie, bo osoba, od której dziecko otrzymało życie, kieruje przeciw jego przyszłości własną intencję.
Dorosłość sama w sobie nie odwołuje słów wypowiedzianych nad dzieckiem. Dlatego klątwy rodzicielskiej nie zamknęłabym w chwili rodzinnej kłótni. Złorzeczenie wyszeptane w samotności również może sięgnąć jego przyszłości.
Klątwa może działać, nawet jeśli dziecko nie usłyszało słów rodzica i od dawna mieszka daleko od niego. Słowa rodzica mają szczególną moc, której działanie trudno odwrócić.
Podobnie patrzę na klątwę rodową. Złorzeczenie skierowane ku rodzinie obejmuje w takim rozumieniu także jej dalsze życie. Kolejne pokolenie rodzi się w rodzinie, której historia zaczęła się znacznie wcześniej.
Powtarzające się straty prowadzą wtedy do pytania o to, co zostało kiedyś wypowiedziane i nigdy nieodwołane. Ten wątek zasługuje na osobne rozważania, bo dotyczy przyszłości osób, które nie uczestniczyły w dawnym sporze i mogą nawet o nim nie wiedzieć.
Jak cofnąć klątwę i odzyskać życie po cudzym złorzeczeniu?
Wierzę również, że klątwę można odwrócić. Jeżeli słowo potrafi sprowadzić nieszczęście, słowem można również odpowiedzieć na cudze złorzeczenie. Dawne tradycje poświęcały uwolnieniu wiele uwagi. Znały obrzędy, czas ich wykonania, słowa i gesty prowadzące do zakończenia działania czarów.
Anna Engelking przytacza przysłowie, które ujmuje powrót niesprawiedliwej klątwy w kilku słowach:
Kto klnie, to na niego lgnie.
Zawiera się w nim przekonanie, że wypowiedziane zło wraca do przeklinającego. Dla mnie to także zdanie o odpowiedzialności za słowa. Bo jeśli ktoś życzy drugiej osobie nieszczęścia, to jego własne życzenia powinny znaleźć drogę powrotną. W takim rozumieniu uwolnienie oznacza chwilę, w której cudze złorzeczenie przestaje ciążyć na adresacie.
Dawne zamawiania zwracały się wprost do uroku, nakazywały mu odejść i odsyłały go tam, skąd przyszedł. Z tego sposobu mówienia czerpię, układając dwa własne zwroty ochronne, z których sama korzystam.
Złe słowo, wracaj do swego,
nie tykaj się życia mego.
Pierwszy kieruję do samego złorzeczenia. Nazywam je i odsyłam do tego, kto je wypowiedział. Moje życie ma pozostać moje. Cudzy gniew nie otrzymuje w tych słowach miejsca, w którym mógłby dalej się spełniać.
Drugi zwrot, którego też używam, stawia granicę na progu domu. Wypowiedz go, kiedy przekraczasz próg.
Skądeś przyszło, tam powracaj,
mego progu nie przekraczaj.
Próg oddziela to, co przychodzi z zewnątrz, od miejsca, w którym żyjemy z bliskimi. W tej formule odsyłamy zło do jego początku i zamykamy mu drogę do domu. Po odczynieniu ma zostać przestrzeń na nasze życie, czyli dom, do którego wracamy spokojnie, i przyszłość, którą znów możemy układać po swojemu.
W Maqlû ten powrót do siebie ma bardzo konkretny obraz. Najmocniej przemawia do mnie poranek, kiedy po całej nocy człowiek patrzy na swoje odbicie w czystej wodzie. Wcześniej obrzęd skupiał się na sprawcach czarów i odwróceniu ich działania. Na końcu zostaje twarz uwalnianej osoby. W tym obrazie widzę sens odczynienia. Odzyskujemy własne życie i znów możemy spojrzeć na siebie bez ciężaru cudzej intencji.
Siostra z ludowej opowieści robi coś równie wymownego. Przez lata milczy, żeby uwolnić brata. Jej wytrwałość odpowiada na jedno nieopatrzne zdanie, którego następstwa trwają znacznie dłużej niż chwila gniewu.
Odwrócenie klątwy ma znaczenie równie wielkie jak jej rzucenie. Pozwala zakończyć to, co ktoś rozpoczął cudzym kosztem. Cudze życzenie traci władzę nad dalszym losem. Uwolnienie ma sięgać także przyszłości, tego wszystkiego, co jeszcze przed nami i co wreszcie będziemy mogli zbudować dla siebie.
Klątwa nie czeka, aż ktoś o niej usłyszy
Klątwa, o której piszę, zaczyna się od osoby rzucającej złorzeczenie. To ona kieruje swoją intencję ku drugiemu człowiekowi. Adresat nie musi nawet wiedzieć, że ktoś życzy mu nieszczęścia.
Nie trzeba znać złorzeczenia, żeby zostać nim objętym. Tak samo w opowieściach o klątwie rodowej kolejne pokolenie nie musi być obecne przy wypowiadaniu słów.
Wyobraźmy sobie człowieka, który dopiero jako dorosły poznaje dawną rodzinną historię. Dowiaduje się, komu złorzeczono, czego życzono tej rodzinie i w jakich okolicznościach. Jego własne życie zaczęło się długo po tamtym wydarzeniu, a jednak w usłyszanych słowach odnajduje coś znajomego.
W takiej opowieści kolejność ma ogromne znaczenie. Najpierw doświadczał strat, później dowiedział się o przekleństwie. Wcześniej nie bał się klątwy, bo o niej nie wiedział. Jej treść poznał dopiero po latach.
Dlatego w opowieściach o przekleństwach zwracam uwagę na to, co wydarzyło się przed poznaniem rodzinnej historii. Kiedy piszę o tym, jaki mamy wpływ na przyszłość, obejmuję tym pytaniem także słowa wypowiedziane przez innych. Szczególnie te, które miały dotyczyć naszego domu, szczęścia, dzieci i wszystkiego, co dopiero zamierzaliśmy stworzyć.
Czy klątwa kończy się razem z głosem, który ją wypowiedział?
Niewiedza adresata nie zatrzymuje klątwy, a zapomnienie nadawcy nie jest jej odwołaniem. Ktoś może po latach nie pamiętać własnych słów. Gniew minął, więc uznał sprawę za zakończoną. Ale koniec jego gniewu i koniec następstw złorzeczenia to dwie różne chwile.
Nie zamykam klątwy w jednej rozmowie. Jej następstwa dotyczą życia, które toczy się długo po wypowiedzeniu słów.
W dawnych przekazach słowo zachowywało swoją wagę również wtedy, gdy wypowiadający później go żałował. Odwołanie, błogosławieństwo czy odczynienie były odpowiedzią na to, co już zostało rozpoczęte.
W tych historiach uwolnienie wymagało własnego działania. Ktoś musiał przerwać bieg zdarzeń, żeby życie mogło potoczyć się dalej.
Wyobraźmy sobie rodzica, który dawno zapomniał o zdaniu wypowiedzianym w złości, i dorosłe dziecko, którego kolejne lata przypominają treść tamtego życzenia. Dla rodzica to odległa kłótnia. Dla dziecka strata domu, następny rozpad czegoś ważnego, znowu powrót do początku.
Tak wygląda dla mnie najbardziej przejmująca opowieść o klątwie. Jedna osoba dawno zapomniała, druga nadal żyje w treści jej słów.
Dlatego odczynienie powinno przywracać nam także przyszłość. Przerywać powtarzalność. Pozwalać zatrzymać przy sobie to, co za każdym razem traciliśmy.
Dawać możliwość przeżycia kolejnego roku bez cudzej intencji wyznaczającej jego zakończenie. Temu służą również słowa ochronne, które ułożyłam, bo wyznaczają granicę między własnym życiem a czyimś życzeniem nieszczęścia.
Tak naprawdę ile z tego, co nazywamy własnym losem, zaczęło się od słów, których sami nigdy byśmy do siebie nie wypowiedzieli?





Bardzo ładnie Pani napisała, dziękuję ❤ czy może Pani bardziej rozwinąć wątek klątwy rodzic = dziecko? Bardzo by mi zależało
Bardzo dziękuję ❤ oczywiście rozpiszę się mocniej w temacie klątwy rodzicielskiej, to bardzo obszerny i interesujący temat.
Bardzo interesujący artykuł, rodzi się pytanie , jak skutecznie się uwolnić od klątwy lub kto mógł by to zrobić.
Właśnie przygotowuję e-book poświęcony klątwom, urokom i sposobom ich odczyniania. Niedługo będzie dostępny w moim sklepie. Opiszę w nim również, jak samodzielnie przeprowadzać rytuały ochronne i oczyszczające. Zachęcam do odwiedzania mojego bloga, gdzie będę informować o premierze i publikować kolejne materiały na ten temat 😊